|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Odcinki 1-10
Odcinki 11-20
Odcinki 21-30
Odcinki 31-40
Odcinki 41-50
Tagi
|
sobota, 18 czerwca 2011
Po wielu dniach nieobecności jesteśmy z powrotem. To Wy nic nie wiecie? Osę zamknęli, Agnieszka wyjechała do Warszawy, a po mnie brudne łapy wyciągnął hazard. Pełen młodzieńczych ideałów na temat bycia undergroundowym pisarzem zszedłem do podziemia, by na światło dziennie wynieść przesłanie ludzi, którzy każdej nocy próbują orżnąć świat.
Śledziłem pilnie tablicę wyników, niezależnie analizując rzuty oddane zgodnie z kierunkiem obrotów koła oraz w przeciwnym jego kierunku. Obserwowałem siłę wyrzutu kulki przez krupiera i ewentualne ruchy nadgarstka, które świadczyłyby o dodatkowym jej podkręceniu. Zawsze zajmowałem miejsce przy samym kole, by widzieć dokładnie znad jakiego numeru oddawany jest rzut. Aż wreszcie wsłuchiwałem się w liczbę obrotów kładąc żetony tak późno, jak to było możliwe. Kiedy doszedłem do wprawy, z jeszcze większą pogardą zacząłem spoglądać na podpitych facetów, stawiających ostatnie grosze na ulubione numery. Doświadczeni gracze nigdy nie stawiają na pojedynczy numer. Wybierają fragment koła i dopiero kładą pieniądze. Oczywiście jeśli ich stać. Hazard skutecznie sprawdza siłę ludzkiej woli. Spędzając dnie i noce w jego objęciach, widziałem modnie ufryzowanych mężczyzn, którzy w godzinach przedwieczornych stawiali tysiące, a późną nocą próbowali odzyskać z baru napiwek wysokości dziesięciu złotych. Miałem tylko nadzieję, że nie zdążyli założyć rodziny. Dziewczyno, żono, kochanko – pilnuj swego mężczyzny zanim was zrujnuje. W kasynie trzeba zachować kontrolę. Znać prawdę o sobie. Brak kontroli oznacza samo-destrukcję. Obojętne czy przegrasz własne mieszkanie, czy zadłużysz się u kogoś, kogo w normalnych warunkach wolałbyś nigdy nie poznać. Na szczęście, w większości przypadków nawet lichwiarze ze wschodu nie chcą pożyczać pieniędzy hazardzistom. Nikomu, poza właścicielami kasyn, się to nie opłaca. Ale hazard pozbawia nie tylko kasy. Mnie pozbawił charyzmy, kazał też na jakiś czas wyrzec się seksualności. Kiedy jesteś w ciągu, bezrefleksyjnie ogarnięty myślami o fortunie, teorię potrzeb Maslowa możecie Państwo wsadzić między bajki, z fizjologią włącznie. Hazardzista je jeśli ma u kogo albo jakimś cudem zostanie mu limit na koncie. Skąd to wszystko wiem? Cóż, każda dobra passa kiedyś się kończy… Kierownicy kasyna dbają, by żaden gracz nie był sprytniejszy od „probabilistyki”. Kiedy przy stole pojawia się taki cwaniak, zazwyczaj zmieniają rozmiar kulki, każą krupierom rotować co dziesięć minut, podkręcać rzuty albo nie wyświetlać wyników na tablicy. Trochę czasu minęło nim uświadomiłem sobie, że zwyczajnie… przegrywam. Przyznam uczciwie, byłem zaskoczony. Rozgryźli mnie. Całe to przeświadczenie, że potrafię ograć kasyno – przepadło bezpowrotnie. Nie muszę chyba mówić, że kosztowało mnie to sporo „zarobionych” dotychczas pieniędzy. Sama gra nagle przestała sprawiać mi przyjemność. Stałem się nerwowy. - Cholera! – zakląłem. - Przecież pan wygrał? – jak zwykle z głupia frant wypalił stary krupier. Owszem wygrałem, ale grosze, inne numery obstawiałem znacznie wyżej. - Jak wygrał? Ile? Nie mogła pójść jeszcze trochę w lewo?! - Powiem szczerze, nie rozumiem tego u graczy… - Czego pan nie rozumie? – spytałem dość ostro, więc przez zawodową dbałość o luźną atmosferę przy stole, nie odpowiedział. - Człowiek jest chciwy, przychodzi tu po pieniądze – objaśniłem bezceremonialnie. - No. Jest pan pierwszym, który nazwał rzecz po imieniu. - Myślę, że lata kręcenia kołem i rzucania kulką zrobiły z pana cynika – i znów brak odpowiedzi. Pamiętam, zagotowałem się wtedy. Nikt nie lubi tracić pieniędzy. Zwłaszcza kilku tysięcy w jeden wieczór… a na dodatek śmieją się ze mnie! - Ma mnie pan za frajera? – na to wyznanie stary krupier trochę się przestraszył i wezwał ochroniarza. - Siedzimy tu obaj, bo musimy. Pan musi wykarmić dzieci, a ja i ci wszyscy ludzie potwora, który przestrzelił nam silną wolę! – wydarłem się trochę zbyt głośno.
W ciągu paru sekund obok mnie wyrósł dwumetrowy grubas w krawacie wysmarowanym majonezem. Chyba przerwaliśmy mu jedzenie, bo kiedy wyprowadzał mnie z lokalu na blacie kantorka zobaczyłem niedojedzoną kanapkę. W ten sposób dostałem dożywotni zakaz wstępu do kasyna w swoim mieście. Po wielu dniach nieobecności jesteśmy z powrotem…
poniedziałek, 21 marca 2011
W zeszły weekend, na mieście przeprowadzono eliminacje do programu „jaka to melodia”. Gmach teatru miejskiego zapełniło kilkuset miłośników tego sympatycznego teleturnieju, a każdy z nich o ponadprzeciętnym słuchu i wiedzy muzycznej. Wśród kandydatów, choć nie bez grymaszenia, znalazł się również mój przyjaciel Osa.
środa, 16 marca 2011
Jest środa, środek tygodnia. Po latach sukcesów i niepowodzeń, Magda z Iwoną są tam gdzie zaczynały, czyli w lesie. Jedna zadzwoniła do drugiej i umówiły się na wiosenny spacer. Za wcześnie jeszcze na sporządzanie życiowego bilansu, ale Iwona ma dziś wyraźnie przełomowy dzień…
czwartek, 10 marca 2011
Stoję na ziemi. Przed sobą widzę upojnie roześmianą Agnieszkę. Sunę w jej kierunku, nagle:
- Iaaaaan! - rzuca mi się na szyję. Pachnie jak… Agnieszka, choć jeśli mam być szczery trochę kwaśne ma dziś te perfumy.
czwartek, 03 marca 2011
- Iwona! – Magda pomachała jej ręką przed oczami – przeszło ci? Chcesz jeszcze jednego?
niedziela, 20 lutego 2011
Skończywszy śniadanie Osa energicznym ruchem wstał od stołu i nie zważając na dobry obyczaj sprzątania po posiłku, przesiadł się na fotel.
środa, 16 lutego 2011
Lew Tołstoj to dla mnie pierwowzór Charlesa Bukowskiego i innych libertyńskich pisarzy dwudziestego wieku, inspirujących obecnie całe masy nihilistycznych kretynów, wychowanych na serialu Californication, do których należę.
wtorek, 15 lutego 2011
Przyznaję, że długi czas rozważałem, czy jestem moralnie uprawniony do napisania fabularnego tekstu o człowieku, o którym wiedza moja sprowadza się do przeczytania kilku notek biograficznych oraz fragmentów Anny Kareniny.
piątek, 11 lutego 2011
wtorek, 08 lutego 2011
|